Facebook zbanował The Pirate Bay. Nie można obecnie dodawać żadnych linków z TPB do profili na Facebooku. Pokazało to jaką siłę oddziaływania ma Facebook ze swoimi 200 milionami użytkowników. Banując TPB serwis dał wyraźny, a nawet bardzo wyraźny komunikat o braku tolerancji dla jakiegokolwiek łamania praw autorskich. Dobry krok, a po za tym potężna manifestacji siły serwisów społecznościowych.
Do wrogów tępiących zawzięcie i zażarcie serwis The Pirate Bay dołączył Firefox oraz Google. Kiedy ktoś próbował wejść do serwisu, a właściwie jego części z plikami użytkowników dostawał informację, że strona jest niebezpieczna bo rozsiewa robaki, spywary i inne badziewi. Cała sytuacja miała miejsce tylko jeśli próbowało się wejść korzystając z przeglądarki Firefox lub przez wyniki Googla. Programiści zatoki starają się właśnie wyjaśnić całą sytuację. I to jest wspaniały przykład jak można zablokować serwis bez nakazów sądowych czy też niepotrzebnych procedur. Wystarczy uśmiechnąć się do potentatów w dziedzinie internetu.
Znacie serwis The Pirate Bay. Znacie. Korzystacie/ Korzystacie. A wiecie, ze już niedługo bo 16 lutego rusza wielki proces wytoczony twórcą serwisu przez instytucje zajmujace się ochroną praw autorskich. Proces przyciaga mnóstwo uwagi, bo i temat jest dość interesujący. Jednak sala w Szweckim sadzie może pomieścić zaledwie 40 osób, a co z innymi chętnym do zobaczenia tego przełomowego wydarzenia w historii sceny torrentowej. Będą musieli obyć się smakiem, bądź zadowolić się relacjami w mediach. W mediach które należą do koncernów skarżących The Pirate Bay. Tak więc aby zapobiec medialnej nagonce twórcy The Pirate Bay planują przeprowadzić transmisję live w sieci ze swojego procesu. Zobaczymy czy im się to uda. a jeśli tak to oglądalnością może ona pobić wszelkie rekordy.
Wszyscy mniej więcej znamy regulamin AdSense. Do programu nie są dopuszczane strony zawierające nielegalne treści i pornografię. Nielegalne treści to na przykład strony torrentowe. A właśnie na jednym z największych serwisów torrentowych pojawiła się reklama AdSense. Kiedy dowiedziały się o tym duże koncerny, niezwłocznie zażądały wyjaśnień. I rozpętała się burza.
Okazało się że winy nie ponosi bezpośrednio Google, gdyz reklama została nabyta u jednego z resellerów AdSense. A mianowicie wyszukiwarkę Ask.com. Po znalezieniu winnego, część z dużych koncernów (np. Sony) wstrzymała swoje kampanie reklamowe, przynajmniej tom część która była kierowana do resselerów Google.
Niezły pasztet powstał.